Świat Komputerów

Społeczność
Dzisiejszą recenzję napisała gościnnie właścicielka TEGO bloga, zapraszam:)

Dzisiaj zapraszam na recenzję nowego tytułu od Airtight Games i Square-Enix, czyli "Murdered: Soul Suspect". W tej grze z gatunku przygodowych wcielamy się w detektywa Ronana O'Connora, który rozwiązuje swoją ostatnią sprawę. Jaka to sprawa? Własnego zabójstwa. Musimy dowiedzieć się, kto nas zabił i dlaczego.
Tak, tak, kierujemy duchem. Ronan jest martwy - dzięki temu gracz otrzymuję całą pulę ciekawych możliwości (przechodzenie przez ściany, lewitowanie, wpływanie na żyjących ludzi). Niestety, wraz z plusami pojawiają się też minusy: za każdym zakrętem może czyhać niebezpieczny demon.
Będziemy przeprowadzać śledztwo na terenie miasteczka Salem (tego samego, w którym tracono wiedźmy), w którym przed śmiercią mieszkał Ronan. W grze nie ma co prawda typowych, rozbudowanych zadań pobocznych, ale w niektórych miejscach natrafimy na duchy, którym będziemy mogli pomóc "pójść dalej" - ich przypadki są znacznie prostsze, niż nasz. Generalnie same lokacje zasługują na osobną pochwałę. Całość działa na silniku Unreal Engine 3, i może nie jest zachwycająco realistyczna, ale za to ma w sobie niezwykły klimat miasteczka po zmroku. I nie tylko miasteczka! Zwiedzimy także muzeum, cmentarz, kościół, budynek policji i wiele innych, a wszędzie natkniemy się na mnóstwo znajdziek. Każda lokacja ma swoją historię, którą odblokujemy po znalezieniu odpowiedniej ilości widmowych przedmiotów. Nie brzmi ciekawie? Ale jest - sami się przekonajcie.
Oprawa dźwiękowa też wymaga dostrzeżenia, gdyż wprowadza do gry w bardzo umiejętny sposób atmosferę grozy. Jeżeli sama grafika (ze wszystkimi uliczkami, nakładającymi się na realny wygląd miasta widmowymi pozostałościami poprzednich epok, grą cieni) nie wystarczy, w niektórych momentach muzyka dodaje pikanterii rozgrywce.
Bohaterowie są dość ciekawi. Prócz Ronana (który jest sam w sobie bardzo ciekawy) natkniemy się na feerię pobocznych postaci - od komisarza Baxtera po piętnastoletnią Joy, nie mówiąc o niezliczonej ilości "statystów", czyli mieszkańców, których umysły możemy dowolnie eksplorować podczas wędrówki po Salem.
Zagadki rozwiązujemy w sposób dość typowy dla przygodówek; znajdujemy wskazówki i poszlaki, a później dedukujemy. Ten element może być często męczący, ale stanowi właściwie podstawę fabularną.
Co do samej fabuły: niewiele można powiedzieć, by nic nie ujawniać. Wystarczy wspomnieć, że wiele się dzieje, a finał jest dość zaskakujący.
Do tego tytułu nie można podejść tak, jak choćby do Watch_Dogs albo GTA. To gra znacznie bardziej kameralna, taka, w której - żeby się nią bawić - należy wczuć się w postać głównego bohatera, w jego przeżycia i to, co odkrywamy. Poznawanie ukrytych historii i eksplorowanie dość rozbudowanych lokacji jest przygodą samą w sobie. Nie znaczy to, że gra zasługuje na najwyższe noty - wiele jej brakuje do ideału. A jednak warto spróbować, bo oferuje dobrą rozrywkę.

Wymagania sprzętowe:
- Procesor: Intel Core i7 3.5 GHz
- 4 GB RAM,
- Karta graficzna 2 GB (GeForce GTX 660 lub lepsza)
- 12 GB HDD



    Do tej recenzji przymierzałem się około miesiąca, jednak na grę czekałem przez cały rok monitorując wszelkie wzmianki w internecie. Cóż mogę powiedzieć, gra według mnie zasługuje na miano gry roku 2014. Innowacje zastosowane w tymże tytule są niezliczone. Jednak należałoby dokładnie przyjrzeć się tej produkcji. Podczas naszej rozgrywki wcielamy się w Aidena Pearce'a (mistrza w hakerskim fachu), który jest głównym bohaterem omawianej przeze mnie produkcji. Nie będę tym razem w ogóle spoilował, ponieważ na produkcję wiele osób czekało z utęsknieniem i w ten sposób zepsułbym im całą zabawę. Dlatego skupmy się na smaczkach tej produkcji.
    Pierwszą nowością jest nasza broń-smartphone. Dzięki niemu możemy hakować bankomaty, komórki ludzi oraz systemy miejskie (np. światła uliczne czy też blokady drogowe). Kolejną nowością są przenikające się tryby gry, bowiem każdy gracz może w dowolnym momencie przenieść się do świata gry innego gracza. Kiedy już to zrobimy, możemy albo zaatakować gracza wykrywając go wcześniej w tłumie, albo śledzić go i wykraść mu dane. Według mnie jest to bardzo ciekawy pomysł i na pewno w przyszłości go sprawdzę.
    Ubisoft zapragnął przejąć rynek Rockstar, które na chwilę obecną zaniedbało pecetowców. Watch_Dogs idealnie wpasowało się w potrzeby graczy, ponieważ nie jest ono po prostu odwzorowaniem GTA V, lecz czymś więcej. Cena gry na PC nie jest specjalnie wysoka, ponieważ już za 119zł możemy nabyć ten next-genowy tytuł. Jest to cena jaką przychodziło nam ponosić już wcześniej, nawet nabywając gry kilka lat temu. Tak jak już wcześniej pisałem, przygotowywałem się na tę produkcję około roku, dlatego jako fan tego tytułu nabyłem go dziś.
   Co do wymagań sprzętowych to może być różnie, ponieważ gra ma tendencję do lekkiego klatkowania nawet na dość mocnym sprzęcie, lecz wydaje mi się, że na wysokich ustawieniach powinna iść na każdym sprzęcie do 2 lat starości.
   Mogę stanowczo polecić Watch_Dogs tym, którzy mają trochę wolnego czasu, gdyż gra niemalże uzależnia. Serdecznie zapraszam do zapoznania się z tytułem. Do zobaczenia w świecie Watch_Dogs.

Wymagania sprzętowe rekomendowane:
- Procesor: Intel Core i7 3.5 GHz
- 8 GB RAM
- Karta grafiki 2 GB (GeForce GTX 660 lub lepsza)





ZAPRASZAM RÓWNIEŻ DO PRZECZYTANIA CHICAGO OCZYMA AIDENA PEARCE'A

Dziś na warsztat bierzemy DLC do znanego już horroru Outlast. Zacznijmy od tego co oznacza "whistleblower" bo ułatwi nam to zrozumienie tej części gry. Słowo można przetłumaczyć w jeden sposób "demaskator". Informacja ta przyda się nam w późniejszych częściach gry. 
  Tym razem wcielamy się w Milesa Upshura-jednego z pracowników szpitala i naszym zadaniem jest (jak łatwo się domyślić) uciec z naszego miejsca pracy nagrywając bestialskie eksperymenty prowadzone w szpitalu Mount Massive. Gra przenosi nas do wydarzeń sprzed Outlasta i pozwala nam dokładniej poznać początki dziwnej i mrocznej historii szpitala. Nie ma sensu opowiadać i spoilerować fabuły, gdyż stracicie radość z odkrywania i samodzielnego składania historii. Dlatego przejdźmy do kolejnego punktu recenzji.
  Graficznie gra wygląda bardzo podobnie a nawet identycznie jak podstawowa część. Bowiem pracuje ona na tym samym autorskim silniku graficznym. Tak jak miało to miejsce w podstawie, studio Red Barrels genialnie wprowadza nastrój i ciągłe napięcie za pomocą gry świateł. Kiedy brakuje nam baterii w kamerze musimy działać niekiedy po omacku, co powoduje niemalże napady lęku (tak jak to miało miejsce w moim przypadku).
  Przez całą grę czujemy się nie swojo, bowiem właściwie nigdzie nie możemy czuć się bezpieczni. Co potęguje nasz strach i napięcie. Podstawowa część Outlasta zachwyciła mnie pomysłowością i pewnym nowym kierunkiem rozwoju gier z gatunku horror. Oprócz świetnie oskryptowanych animacji gra posiadała sprytnie skrywa na przed graczem tajemnice, której nawet pod koniec ciężko było rozszyfrować. Produkcja ta jest utrzymana w estetyce gore (dużo brutalności i krwi) poza tym twórcy dodali wiele brutalnych scen o charakterze seksualnym (zrobiły na mnie piorunujące wrażenie). Whistleblower jest w tym aspekcie taki sam. Trzyma w napięciu, szokuje a na koniec zachwyca. Dlatego właśnie warto zapoznać się z tym tytułem, nawet jeżeli mamy słabe nerwy (choć nie chciałbym brać odpowiedzialności za uszczerbki na zdrowiu). Outlast Whistleblower to genialna kontynuacja świetnego horroru, który spędzi nam sen z powiek na co najmniej kilka godzin. Zapraszam do bliższego zapoznania się z właśnie tym tytułem.

Wymagania sprzętowe:
-Core i5 2.8 GHz
-3 GB RAM
-Karta graficzna 1 GB (GeForce 460 lub lepsza)


I oto w tym tygodniu nastąpiła premiera kolejnego epizodu z jednej z moich ulubionych serii, czyli The Walking Dead.
Studio TellTale Games zaserwowało sporą dawkę emocji w końcówce ostatniego epizodu, gdzie musieliśmy dokonać trudnego wyboru między dwójką bohaterów - czyli, jak zwykle w tej grze, zareagować kompletnie instynktownie, bo czas ucieka. I początek (choć nie całość) kolejnego epizodu wygląda różnie w zależności od tego wyboru.
Pete czy Nick? Z Nickiem, jak się przekona ten, kto zagra, będą same kłopoty, ale tak czy inaczej stanie się on częścią grupy, więc niezależnie od wyboru pełni ważną rolę w dalszej części "A House Divided".
Droga Clementine i jej nowej grupy prowadzi na północ. Niestety, konkurencyjna grupa (prowadzona przez Billa Carvera, już wspomnianego w poprzednim epizodzie) nie jest pełna osób przyjaznych i miłych, co kończy się tragedią. I to raczej nie ostatnią. Sama postać Billa to coś wspaniałego, majstersztyk, wzorowany nieco na Gubernatorze z serialu - bardzo zły i groźny bohater.
W grze pojawiają się postaci już nam znane, zarówno z pierwszej części (bez spojlerów, ale... to naprawdę jest wzruszające!), jak i z DLC "400 Days", gdzie dostajemy małe wprowadzenie i możemy już w 2 epizodzie TWD kojarzyć pewne postaci. To idealne posunięcie TellTale.
Co do samej Clem... z jednej strony wciąż mała dziewczynka, a przynajmniej jest opcja kreowania jej na taką w niektórych sytuacjach, w innych zmienia się w typowego badass'a - lekka przesada? Tak, może. Ale z drugiej strony tego oczekuję po całkowicie grywalnej postaci w świecie postapo, a więc oczekuję świadomych decyzji i sprawności fizycznej, a nie rozklejania się jak w sezonie pierwszym. Choć, nie powiem, Lee mi brak. I to bardzo.
Cóż, gra jest w każdym detalu wyśrubowana (znowu) i nie pozostawia wiele do życzenia poza czasem. Jest bardzo krótka, ale za to wciągająca i to zdrowo. Od ekranu nie da się oderwać przez te 1,5 godziny.
Podsumowanie: czekają trudne (naprawdę) moralne wybory, których nienawidzę, ale które są przecież fundamentem tej gry (a czasem przyprawiają o palpitacje serca i histerię), wzruszenie (poważnie) i trochę złości (głośne "NOPE, NOPE" i nie tylko, wyrwało mi się w jednym czy dwóch momentach).
Jak zwykle genialne. I pozostawia ogromny niedosyt. Chciałoby się grać już w kolejny epizod, a tu nie wiadomo ile trzeba czekać. Życie.

Wymagania: Core 2 Duo 2.3 GHz, 4 GB RAM, karta grafiki 1 GB (GeForce GTX 460 lub lepsza), 2 GB HDD, Windows XP(SP3)/Vista/7/8
      Nie wiem od czego zacząć moją  krótką recenzję, gra po prostu odebrała mi głos i zwaliła z nóg. Od razu ostrzegam, recenzja nie będzie obiektywna, ponieważ gra mnie zauroczyła.
      Assassin's Creed IV Black Flag to kolejna część bardzo znanej i lubianej serii od studia Ubisoft Montreal. Jest to moim zdaniem najlepsza jej odsłona, bowiem oferuje nam najwięcej możliwości. Ale zacznijmy od początku, gra powstała na silniku Anvil Next (jest to silnik znany nam z poprzednich części, lecz został ulepszony i dostosowany do konsol nowej generacji) co czyni ją najpiękniejszą graficznie grą tego studia. W silniku oprócz jakości tekstur została znacznie poprawiona fizyka gry, np. zachowanie wody czy też wprowadzenie wiatru, który oddziałuje na otoczenie.
      Przejdźmy zatem do fabuły, o niej jak zwykle mało by nie zepsuć wam zabawy. Gra przenosi nas przed wydarzenia związane z poprzednią częścią i wprowadza zupełnie nowego bohatera. Edward Kenway to ojciec znanego nam Haythama Kenwaya (ojca Connora - głównego bohatera Assassin's Creed III) i nim właśnie przyjdzie nam zagrać. Edward to osoba niezwykle charyzmatyczna, niestety posiada kłopoty finansowe i zaciąga się na statek piracki. Tak, pierwszy raz w serii wcielamy się w osobę niekoniecznie dobrą, bowiem Edward nie jest do końca pewien, o co walczy. Dzięki temu lepiej poznajemy bractwo asasynów i rządzące nim prawa.
       O fabule wystarczy, teraz przejdźmy do samej rozgrywki. Assassin's Creed IV Black Flag to pełnokrwisty sandbox oferujący ogromny świat gry. Gracz dostaje do dyspozycji swój własny statek (nazwa statku to Kawka) i całe Karaiby, skrywające mnóstwo skarbów, znajdziek oraz innych całkiem ciekawych elementów. Możliwość podróżowania statkiem to bardzo dobry pomysł na wprowadzenie pirackiego klimatu, ale jest coś w czym po prostu się zakochałem - żeglarskie szanty. Jest to majstersztyk, dzięki temu każdy gracz poczuje się jak prawdziwy korsarz, na dodatek nasz zbiór szant możemy rozszerzyć zbierając je w miastach. Gra dostarczyła mi naprawdę wiele frajdy i zastanawiam się czy jakakolwiek produkcja dotychczas zrobiła na mnie takie wrażenie jak Assassin's Creed IV. Według mnie gra zasługuje na miano najlepszej gry roku 2013 (niestety nie miałem okazji zagrać w GTA V - uznawane za grę roku).
      Stanowczo polecam zapoznanie się z tym tytułem, bo to tzw. "must play", i, moim zdaniem, każdy prawdziwy gracz powinien zagrać w tą grę.


Wymagania sprzętowe rekomendowane:  
   - Intel Core i5-750 lub Procesor AMD Phenom II X2 565;
  - 4 GB pamięci RAM;
  - karta graficzna NVIDIA GeForce GTX 480 lub AMD Radeon HD 4870 (1 GB, DirectX 11)



Witam ponownie, z tej strony - znowu - kobieta (biorąca na warsztat apokalipsę).
   Zgadza się, bo dzisiaj mocno spóźniona recenzja drugiego sezonu gdy "The Walking Dead", czyli jednej z najlepszych - moim zdaniem - gier o zombie, a tych w ostatnim roku było trochę. Cóż, wszystkie programowo mają być wzruszające, straszne, makabryczne lub smutne; pierwszy sezon TWD miał to wszystko i jeszcze trochę (dodatkowo wyposażony był bowiem w niezwykły klimat, budowany za pomocą grafiki, podobnie jak inne produkcje studia TellTale Games). Zawsze, czy to jeśli chodzi o serial, czy o książkę, czy o film, do kontynuacji przystępuję z niepewnością, bowiem boję się zepsucia pierwszego wrażenia, które w tym wypadku było doskonałe. No, ale co zrobić, kiedy mogę znowu wejść w ten świat, który już tak dobrze poznałam, i płakać nad śmiercią bohatera lub swoim własnym, bezsensownym wyborem?
   Drugi sezon TWD rozpoczyna się wzruszająco optymistycznie. Wcielamy się w małą (czy taką małą? Dziesięcioletnią, a może i więcej) Clementine. Okazuje się, że odnaleźliśmy towarzyszy i podróżujemy z nimi w celu znalezienia miejsca, gdzie będziemy bezpieczni. Od pierwszych minut gry brakuje mi jednak Lee; był zdecydowanie silniejszy, pewniejszy siebie... Trudno, nie mogę narzekać. Kiedy jednak Clem znajduje w plecaku zdjęcie swojego przyjaciela i opiekuna, wraz z innymi pamiątkami, autentycznie robi mi się przykro.
Im dalej, tym ciekawiej. Już przed napisami początkowymi akcja rozkręca się na dobre, i, choć można było splot zdarzeń przewidzieć - katastroficzna naiwność małej dziewczynki dała mi się we znaki - i tak szokuje.
   Fabuła płynie wartko, ale jej nie zdradzę, bo jest kluczowa dla gier point'n'click (oczywistość). Zajmę się za to wrażeniami wynikającymi z bycia dzieckiem w świecie postapo (i uwierzcie mi, nie chciałabym nim być).
   Po pierwsze, Clem nie jest taka zła, jak się na początku wydaje. Jest w niej walka i pogodzenie się z losem - chociaż Clementine jest samotna, zastrzeliła (lub porzuciła) Lee i musiała podążyć swoją drogą, to w końcu dała jakoś radę. Są i sceny gore, ciekawe tak, jak podczas odcinania ręki Lee - i tak samo szczegółowe, mimo komiksowej grafiki. I jest też doskonale ukazana zmiana charakteru dziecka; Clem wewnętrznie dorasta, chociaż jeszcze nie powinna. Nie boi się dorosłych, ani konsekwencji, jest samolubna i coraz silniejsza. Czy to realistyczne? Nie jestem psychologiem, ale wydaje mi się, że jak na takie warunki - jak najbardziej. No i lepiej grać kimś, kto tak całkiem bezbronny nie jest.
   Spośród nowych postaci polubiłam tylko dwie. Wątki wydają się ciekawe, pozostaje tylko czekać na rozwiązanie zagadek w kolejnych epizodach.

No i, oczywiście, wymagania:
Core 2 Duo 2.3 GHz, 4 GB RAM, karta grafiki 1 GB (GeForce GTX 460 lub lepsza), 2 GB HDD, Windows XP(SP3)/Vista/7/8



Uwaga: recenzowała, wyjątkowo, kobieta!
NFS: Rivals to kolejna część z serii Need for Speed, jednej z najpopularniejszych gier wyścigowych wydawanych przez Electronic Arts. Osobiście miałam przyjemność zagrać w Underground, Carbon i Most Wanted; co prawda najlepiej grało się w MW, ale Carbon również był niczego sobie. Ostatnio zdarzyło mi się jednak przykleić do monitora na trzy godziny właśnie przy Rivals, najnowszej odsłonie, opartej na silniku Frostbite 3 (skąd my to znamy?).
W tej pozycji jest jeden fajny patent. Możemy wcielić się albo w policjanta, albo w złodzieja (jakiego tam złodzieja... myślałam oczywiście o łamiącym przepisy kierowcy rajdowym). Niby nic nowego, a włączanie koguta i ściganie ścigających się to ciekawa odmiana. Te impulsy elektryczne!
Jadąc z prędkością 240km/h (hm?), zamiast skupiać się na obsłudze pada (normalnie posługuję się klawiaturą...) i na samym wyścigu, rozglądałam się wokoło. Bo, choć gra niestety nie poszła na ultra (niewielkie spadki FPS-ów, ale irytują), to krajobraz jest przepiękny. Świat otwarty jest nieduży, to prawda, ale jaki zróżnicowany! Z jednej strony mapy mamy słoneczną Arizonę, w przednią szybę świeci nasza najjaśniejsza gwiazda, oślepiając i powodując wwalanie się (dosłownie) we wszystko, natomiast po przejeździe tunelem wyłania się przed maską piękny, idylliczny obrazek gór zasypanych śniegiem. Zauważenia wymaga fakt, że grafika jest dopracowana naprawdę nieźle, choćby podczas deszczu, gdy krople rozpryskują się na monitorze, i jesiennego przejazdu przez zalesioną ścieżkę, kiedy to złote liście poetycko unoszą się w powietrzu.
Najmniej czasu, co dziwne, biorąc pod uwagę, że jestem przedstawicielką płci pięknej, spędziłam na upiększaniu mojego BMW. Najwięcej za to na dodawaniu gazu i nitro (moja ulubiona funkcja, jak na razie). No i na samym ściganiu, włącznie ze skakaniem z mostów i robieniu kółeczek na leśnych drogach (wciągające, maltretowanie X na padzie).
Nie dane mi było niestety spróbować multi, więc nie wiem, jak jest, ale podobnież łatwe jest przeskakiwanie z trybu pojedynczego do sieciowego (tzw. All Drive). Chodzi o to, żeby nie tracić save'ów. Coś dla mnie w dni, w których wysiada internet.
Robienie driftów jest fantastyczne, kiedy już się umie to robić! Ja niestety nie umiem!
PS: wyskakując z odpowiednich miejsc, można zrobić niezły... bałagan. Na przykład rozwalić dach:) to mi się podoba.

Wymagania:
Core i5 2.5 GHz, 8 GB RAM, karta grafiki 3 GB (GeForce GTX 660 lub lepsza), 30 GB HDD, Windows Vista(SP1)/7(SP1)/8

Jak wynika z moich wcześniejszych postów, bardzo lubię gry o apokalipsie zombie. Dlatego też nie mogę się powstrzymać od wypowiedzenia kilku słów na temat nowej pozycji polskiej firmy z Wrocławia - Dead Island Riptide. Jest to kontynuacja Dead Island, wydanej w roku 2011. Moim zdaniem fabularnie to jedna z lepszych gier tego roku. Jedyne, co może się nie podobać, to grafika, mianowicie nie została ona bardzo poprawiona i wygląda na taką sprzed 2 lat. Na całe szczęście rozgrywka daje tak dużą przyjemność, że można przymrużyć na to oko. Co do fabuły, nie chciałbym tu dużo zdradzać, aby nie popsuć wam zabawy. Mogę powiedzieć, że znów będziemy mogli wcielić się w rolę jednego z bohaterów znanych nam już z pierwszej części, lecz nie tylko. Do gry wprowadzony zostaje John Morgan - były żołnierz australijskich sił morskich, jego specjalnością jest walka wręcz. Jest to ukłon w stronę graczy, ponieważ pierwsza część nie dawała możliwości takiej specjalizacji i fani musieli sami tworzyć modyfikacje umożliwiające taki rozwój postaci. Gorąco zachęcam do zagrania w Dead Island Riptide, jest to gra dla każdego fana gier RPG, a szczególnie gier o zombie.





Faster Than Light to niewielka produkcja dwuosobowego studia Subset Games. Jest to żywy dowód na to, że gra stworzona za bardzo niskie pieniądze ma prawo odnieść sukces. Grafika sama w sobie nie jest bardzo zaawansowana, można by powiedzieć, że wręcz ascetyczna. Niemniej jednak stwarza ona niepowtarzalny klimat, którego w grach nie widziałem już od dawna. FTL: Faster Than Light jest grą RPG, w której wcielamy się w rolę kapitana statku kosmicznego. Na początku gry mamy pod dowództwem trójkę żołnierzy potrafiących naprawiać nasz statek oraz sterować nim. Naszym zadaniem jest przemierzyć galaktykę i dostać się do głównego dowództwa wraz z wykradniętymi danymi od naszego wroga - galaktycznych rebeliantów. Gra jest bardzo przyjemna nie tylko ze względu na oprawę graficzną, lecz również z powodu swej ścieżki dźwiękowej. Nie jest to muzyka współczesna, ba, nie jest to nawet zwykła muzyka, jest to muzyka złożona z pojedynczych dźwięków. Jednakże pasuje ona idealnie do oprawy graficznej, tworząc z nią idealną harmonię. Głównym minusem tej gry jest monotonność rozgrywki, ponieważ z reguły gra ogranicza się do dwóch ekranów. Pomimo to polecam ją chociażby dla zabicia czasu.


P.S.
Nie podaję tym razem wymagań sprzętowych, gdyż gra chodzi praktycznie na każdym komputerze.








  Tomb Raider to nowa gra studia Square Enix przedstawiająca nam losy pięknej pani archeolog Lary Croft. Jest to kolejna część z serii gier o Larze, lecz tym razem producenci przedstawili nam zupełnie nową grę. Poprzednie tytuły były typowymi grami przygodowymi, a co za tym idzie były dość nudne. Tym razem dostajemy dojrzałą grę, z brutalnym systemem walki, elementami survivalu i zagadkami logicznymi.
   Historia przedstawiona w tej części jest prequelem do pozostałych gier tej serii. Młoda Lara Croft wraz z ekipą szukającą skarbów, płynąca statkiem Endurance, rozbija się u wybrzeża wyspy leżącej niedaleko Japonii. Aby przetrwać Lara musi polować, w poprzednich częściach historia naszej bohaterki była kolorowa i banalna, natomiast w tej części Lara pokazana jest jako rozbitek zmagający się z przeciwnikami. Gra jest pełna realizmu, zupełnie odbiega od swoich poprzedniczek. Kolejnym elementem odróżniającym jest zerwanie z liniowością, świat w grze jest otwarty, można go eksplorować, a podczas misji można wybierać którą drogą chcemy pójść. Jest to bardzo dobre rozwiązanie, ponieważ mamy do wyboru np. przebijanie się przez tłum wrogów lub ciche wyeliminowanie kilku.
   Niestety gra posiada też swoje mankamenty, mianowicie jest nieprzyjazna dla posiadaczy kart Nvidii. Gracze posiadający owy sprzęt mogą spotkać się z wyłączaniem się gry co około 5 min. Spowodowane jest to wymagającą dla sterowników grafiką włosów. Jest to świeży system grafiki, który sprawia że włosy wydają się zachowywać jak żywe. Pomimo problemów z grą, bardzo polecam ten tytuł. Jest to obowiązkowa pozycja, którą powinien posiadać każdy gracz.


Wymagania sprzętowe rekomendowane:
  - System operacyjny Windows Vista, 7 lub 8; 
  - Procesor AMD Phenom II X2 565 lub Intel Core i5-750;
  - 4 GB pamięci RAM;
  - karta graficzna NVIDIA GeForce GTX 480 lub AMD Radeon HD 4870 (1 GB, DirectX 11)




   Sleeping Dogs to gra typu tpp, przypominająca nieco znany wszystkim tytuł GTA IV. Wcielamy się tu w rolę Weia Shen'a, policjanta z Hong Kongu działającego pod przykrywką. Naszym zadaniem jest infiltracja i likwidacja mafii rządzących w mieście. Wraz z rozwojem gry, stajemy się coraz ważniejszym członkiem mafii, a na końcu nawet jej przywódcą. Dużym plusem tej produkcji jest dobrze rozwinięty system walki wręcz. Wei Shen po rozwinięciu wszystkich umiejętności staje się właściwie mistrzem kung-fu. Kolejnym plusem gry jest występowanie wielu ciekawych dodatków fabularnych. Godny polecenia jest np. dodatek pt. Zodiac Tournament. Jego fabuła jest uderzająco podobna do fabuły filmu "Wejście Smoka" z Bruce'em Lee. Wei trafia na wyspę, gdzie znajduje się klasztor kung-fu, w którym rozpoczyna się turniej. Naszym zadaniem jest oczywiście wygranie turnieju i pokonanie mistrza wyspy. Ponadto dodatki odblokowują szeroką gamę ubrań i kostiumów dla Wei'a.
   Gra jest klasycznym sandoxem, czyli posiada ogromny świat, a gracz może tu robić co mu się podoba. Dlatego mogę polecić ją każdemu kto ma troszkę więcej czasu na zabawę.


Wymagania sprzętowe rekomendowane:
-  Procesor: czterordzeniowy Intel lub AMD
-  4 GB RAM
-  Karta graficzna: NVIDIA GeForce GTX 560 lub ATI Radeon 6950
-  15 GB miejsca na dysku
-  Karta dźwiękowa: kompatybilna z DirectX
-  DirectX 11


Far Cry 3 to już trzecia odsłona znanej nam gry. Tym razem wcielamy się w Jasona Brodiego, turystę, porwanego przez piratów (akcja toczy się w XXI w.), a naszym zadaniem jest odbicie z rąk porywaczy reszty naszych przyjaciół. Podczas pobytu na wyspie poznajemy sprzymierzeńców - wojownicze plemię Rakyat. Jason aby wykonać swą misję wstępuje do plemienia, a dzięki temu zdobywa wiele przydatnych umiejętności. Oprócz poznawania fabuły mamy przyjemność eksplorowania wyspy; możemy na niej znaleźć wiele cennych przedmiotów, które później da się spieniężyć i kupić za nie np. broń. A propos broni, oprócz jej kupna możemy otrzymać ją za darmo, włączając wieże radiowe rozmieszczone na całej wyspie. Na wyspie znajdujemy również rośliny i zwierzęta, z których po zebraniu lub upolowaniu możemy zrobić przydatne przedmioty takie jak mikstury lecznicze, czy kabury na broń. Element polowań jest tu dość ważny, ponieważ bez upolowania zwierzyny nie będziemy w stanie powiększać naszego ekwipunku, a co za tym idzie rozwijać naszej postaci. Gra jest stosunkowa nowa, ponieważ pojawiła się na rynku pod koniec zeszłego roku. Rozgrywka jest bardzo przyjemna, a jej atutem jest grafika. Świat, w którym rozgrywa się akcja wydaje się być żywy, nawet trawa kołysze się na wietrze. Niestety takie cudo wymaga bardzo dobrego sprzętu i dlatego wielu graczy nie może sobie pozwolić na zakup Far Cry 3, ponieważ musieliby zakupić, poza nim, wiele drogich części komputerowych. Jednakże wszystkim tym, którzy mają dobry sprzęt, a jeszcze nie grali w Far Cry 3, polecam to arcydzieło.


Wymagania sprzętowe rekomendowane:
-  Procesor: Intel Core i3-530 lub AMD Phenom II X2 565
-  RAM: 6 GB
-  Karta graficzna: kompatybilna z DirectX 11 i Shader Model 4.0 oraz z 1 GB pamięci




  The Walking Dead to gra typu point'n'click stworzona na podstawie komiksu o tym samym tytule. Produkcja ta wyróżnia się na tle innych przedstawicieli tego gatunku, mianowicie posiada dobrze rozwiniętą fabułę oraz wiele QTE (quick time events - interaktywne przerywniki filmowe) które zwiększają dynamikę. W grze wcielamy się w czarnoskórego Lee Everetta. Nasz bohater musi podejmować wiele trudnych decyzji związanych z przeżyciem, ponieważ akcja toczy się w trakcie apokalipsy zombie. Gra złożona jest z pięciu epizodów, decyzje jakie podejmuje się w danym epizodzie mają ogromny wpływ na dalszy rozwój fabuły w kolejnych epizodach. Element ten sprawia, że zanim podejmie się ostateczną decyzję, należy kilka razy ją przemyśleć. Gra bardzo absorbuje i sprawia, że gracz wczuwa się w rolę Lee.
  Nie będę zdradzać fabuły, ponieważ jest ona kluczowa. Dlatego też serdecznie zapraszam do zapoznania się z tym tytułem.

 
Kilka dni temu zakupiłem grę L.A. Noire studia Rockstar Games. Tytuł ten ma juz 2 lata, lecz wydawał się być całkiem ciekawy. Do zakupu przekonała mnie jego cena, mianowicie 60 zł, jest to dość dobra oferta jak na taką grę. Po przyjściu ze sklepu od razu zabrałem się do instalacji, ku mojemu zaskoczeniu napotkałem duży problem. Gra instalowała się normalnie, lecz później nie dało się jej otworzyć. Na rozwiązanie problemu poświęciłem około 3 godzin, ponieważ każda porada znaleziona w internecie okazywała się nieskuteczna. Dopiero po 3 godzinach wpadłem na dość dziwny, lecz jak później się okazało, dobry pomysł. Postanowiłem zainstalować grę na dysku systemowym i w ścieżce instalacji usunąłem wszystkie spacje. Taka drobnostka rozwiązała problem i już po reinstalacji mogłem cieszyć się grą. L.A. Noire warte było poświęcenia tych 3 godzin pracy. W grze wcielamy się w Cole'a Phelpsa, policjanta z Los Angeles. Wraz z rozwojem akcji nasz bohater awansuje ze zwykłego patrolowego na detektywa, rozwiązując coraz to trudniejsze kryminalne zagadki powojennego Los Angeles. Akcja gry toczy się w latach 40 i 50 poprzedniego wieku. Tytuł ten jest wyjątkowy ze względu na genialne odwzorowanie ludzkiej twarzy. Właściwie to głównie na tym opiera się cała gra, naszym zadaniem często jest przesłuchanie świadków tudzież podejrzanych. Dzięki tak dobremu odwzorowaniu twarzy ludzkiej i odruchów charakterystycznych dla kłamania, jesteśmy w stanie ocenić prawdziwość zeznań. Polecam tę grę wszystkim, którzy lubią klimaty lat 50 i pasjonują się w rozwiązywaniu trudnych zagadek kryminalnych.





Wczoraj w moje ręce wpadło WarZ. Bardzo długo czekałem na ten tytuł, dlatego też od razu pobrałem i zainstalowałem tą grę. Miałem co do niej mieszane uczucia, ponieważ myślałem, że będzie ona niedopracowanym klonem DayZ (moda do Army II, samodzielna wersja w przygotowaniu). Na szczęście gra okazała się być moim zdaniem całkiem niezła, jedynie co mnie denerwuje to czekanie aż godzinę aby ponownie wejść do gry tym samym bohaterem, który zginął w naszej poprzedniej rozgrywce. Przez ten element gry, człowiek bardziej się skupia i stara się nie zginąć. Z jednej strony motywujące, z drugiej denerwujące. Jednakże polecam tą grę każdemu kto lubi klimaty zombie i elementy survivalu.