Witam ponownie, z tej strony - znowu - kobieta (biorąca na warsztat apokalipsę).
Zgadza się, bo dzisiaj mocno spóźniona recenzja drugiego sezonu gdy "The Walking Dead", czyli jednej z najlepszych - moim zdaniem - gier o zombie, a tych w ostatnim roku było trochę. Cóż, wszystkie programowo mają być wzruszające, straszne, makabryczne lub smutne; pierwszy sezon TWD miał to wszystko i jeszcze trochę (dodatkowo wyposażony był bowiem w niezwykły klimat, budowany za pomocą grafiki, podobnie jak inne produkcje studia TellTale Games). Zawsze, czy to jeśli chodzi o serial, czy o książkę, czy o film, do kontynuacji przystępuję z niepewnością, bowiem boję się zepsucia pierwszego wrażenia, które w tym wypadku było doskonałe. No, ale co zrobić, kiedy mogę znowu wejść w ten świat, który już tak dobrze poznałam, i płakać nad śmiercią bohatera lub swoim własnym, bezsensownym wyborem?
Drugi sezon TWD rozpoczyna się wzruszająco optymistycznie. Wcielamy się w małą (czy taką małą? Dziesięcioletnią, a może i więcej) Clementine. Okazuje się, że odnaleźliśmy towarzyszy i podróżujemy z nimi w celu znalezienia miejsca, gdzie będziemy bezpieczni. Od pierwszych minut gry brakuje mi jednak Lee; był zdecydowanie silniejszy, pewniejszy siebie... Trudno, nie mogę narzekać. Kiedy jednak Clem znajduje w plecaku zdjęcie swojego przyjaciela i opiekuna, wraz z innymi pamiątkami, autentycznie robi mi się przykro.
Im dalej, tym ciekawiej. Już przed napisami początkowymi akcja rozkręca się na dobre, i, choć można było splot zdarzeń przewidzieć - katastroficzna naiwność małej dziewczynki dała mi się we znaki - i tak szokuje.
Fabuła płynie wartko, ale jej nie zdradzę, bo jest kluczowa dla gier point'n'click (oczywistość). Zajmę się za to wrażeniami wynikającymi z bycia dzieckiem w świecie postapo (i uwierzcie mi, nie chciałabym nim być).
Po pierwsze, Clem nie jest taka zła, jak się na początku wydaje. Jest w niej walka i pogodzenie się z losem - chociaż Clementine jest samotna, zastrzeliła (lub porzuciła) Lee i musiała podążyć swoją drogą, to w końcu dała jakoś radę. Są i sceny gore, ciekawe tak, jak podczas odcinania ręki Lee - i tak samo szczegółowe, mimo komiksowej grafiki. I jest też doskonale ukazana zmiana charakteru dziecka; Clem wewnętrznie dorasta, chociaż jeszcze nie powinna. Nie boi się dorosłych, ani konsekwencji, jest samolubna i coraz silniejsza. Czy to realistyczne? Nie jestem psychologiem, ale wydaje mi się, że jak na takie warunki - jak najbardziej. No i lepiej grać kimś, kto tak całkiem bezbronny nie jest.
Spośród nowych postaci polubiłam tylko dwie. Wątki wydają się ciekawe, pozostaje tylko czekać na rozwiązanie zagadek w kolejnych epizodach.
No i, oczywiście, wymagania:
Core 2 Duo 2.3 GHz, 4 GB RAM, karta grafiki 1 GB (GeForce GTX 460 lub lepsza), 2 GB HDD, Windows XP(SP3)/Vista/7/8
Zgadza się, bo dzisiaj mocno spóźniona recenzja drugiego sezonu gdy "The Walking Dead", czyli jednej z najlepszych - moim zdaniem - gier o zombie, a tych w ostatnim roku było trochę. Cóż, wszystkie programowo mają być wzruszające, straszne, makabryczne lub smutne; pierwszy sezon TWD miał to wszystko i jeszcze trochę (dodatkowo wyposażony był bowiem w niezwykły klimat, budowany za pomocą grafiki, podobnie jak inne produkcje studia TellTale Games). Zawsze, czy to jeśli chodzi o serial, czy o książkę, czy o film, do kontynuacji przystępuję z niepewnością, bowiem boję się zepsucia pierwszego wrażenia, które w tym wypadku było doskonałe. No, ale co zrobić, kiedy mogę znowu wejść w ten świat, który już tak dobrze poznałam, i płakać nad śmiercią bohatera lub swoim własnym, bezsensownym wyborem?
Drugi sezon TWD rozpoczyna się wzruszająco optymistycznie. Wcielamy się w małą (czy taką małą? Dziesięcioletnią, a może i więcej) Clementine. Okazuje się, że odnaleźliśmy towarzyszy i podróżujemy z nimi w celu znalezienia miejsca, gdzie będziemy bezpieczni. Od pierwszych minut gry brakuje mi jednak Lee; był zdecydowanie silniejszy, pewniejszy siebie... Trudno, nie mogę narzekać. Kiedy jednak Clem znajduje w plecaku zdjęcie swojego przyjaciela i opiekuna, wraz z innymi pamiątkami, autentycznie robi mi się przykro.
Im dalej, tym ciekawiej. Już przed napisami początkowymi akcja rozkręca się na dobre, i, choć można było splot zdarzeń przewidzieć - katastroficzna naiwność małej dziewczynki dała mi się we znaki - i tak szokuje.
Fabuła płynie wartko, ale jej nie zdradzę, bo jest kluczowa dla gier point'n'click (oczywistość). Zajmę się za to wrażeniami wynikającymi z bycia dzieckiem w świecie postapo (i uwierzcie mi, nie chciałabym nim być).
Po pierwsze, Clem nie jest taka zła, jak się na początku wydaje. Jest w niej walka i pogodzenie się z losem - chociaż Clementine jest samotna, zastrzeliła (lub porzuciła) Lee i musiała podążyć swoją drogą, to w końcu dała jakoś radę. Są i sceny gore, ciekawe tak, jak podczas odcinania ręki Lee - i tak samo szczegółowe, mimo komiksowej grafiki. I jest też doskonale ukazana zmiana charakteru dziecka; Clem wewnętrznie dorasta, chociaż jeszcze nie powinna. Nie boi się dorosłych, ani konsekwencji, jest samolubna i coraz silniejsza. Czy to realistyczne? Nie jestem psychologiem, ale wydaje mi się, że jak na takie warunki - jak najbardziej. No i lepiej grać kimś, kto tak całkiem bezbronny nie jest.
Spośród nowych postaci polubiłam tylko dwie. Wątki wydają się ciekawe, pozostaje tylko czekać na rozwiązanie zagadek w kolejnych epizodach.
No i, oczywiście, wymagania:
Core 2 Duo 2.3 GHz, 4 GB RAM, karta grafiki 1 GB (GeForce GTX 460 lub lepsza), 2 GB HDD, Windows XP(SP3)/Vista/7/8
Uwaga: recenzowała, wyjątkowo, kobieta!
NFS: Rivals to kolejna część z serii Need for Speed, jednej z najpopularniejszych gier wyścigowych wydawanych przez Electronic Arts. Osobiście miałam przyjemność zagrać w Underground, Carbon i Most Wanted; co prawda najlepiej grało się w MW, ale Carbon również był niczego sobie. Ostatnio zdarzyło mi się jednak przykleić do monitora na trzy godziny właśnie przy Rivals, najnowszej odsłonie, opartej na silniku Frostbite 3 (skąd my to znamy?).
W tej pozycji jest jeden fajny patent. Możemy wcielić się albo w policjanta, albo w złodzieja (jakiego tam złodzieja... myślałam oczywiście o łamiącym przepisy kierowcy rajdowym). Niby nic nowego, a włączanie koguta i ściganie ścigających się to ciekawa odmiana. Te impulsy elektryczne!
Jadąc z prędkością 240km/h (hm?), zamiast skupiać się na obsłudze pada (normalnie posługuję się klawiaturą...) i na samym wyścigu, rozglądałam się wokoło. Bo, choć gra niestety nie poszła na ultra (niewielkie spadki FPS-ów, ale irytują), to krajobraz jest przepiękny. Świat otwarty jest nieduży, to prawda, ale jaki zróżnicowany! Z jednej strony mapy mamy słoneczną Arizonę, w przednią szybę świeci nasza najjaśniejsza gwiazda, oślepiając i powodując wwalanie się (dosłownie) we wszystko, natomiast po przejeździe tunelem wyłania się przed maską piękny, idylliczny obrazek gór zasypanych śniegiem. Zauważenia wymaga fakt, że grafika jest dopracowana naprawdę nieźle, choćby podczas deszczu, gdy krople rozpryskują się na monitorze, i jesiennego przejazdu przez zalesioną ścieżkę, kiedy to złote liście poetycko unoszą się w powietrzu.
Najmniej czasu, co dziwne, biorąc pod uwagę, że jestem przedstawicielką płci pięknej, spędziłam na upiększaniu mojego BMW. Najwięcej za to na dodawaniu gazu i nitro (moja ulubiona funkcja, jak na razie). No i na samym ściganiu, włącznie ze skakaniem z mostów i robieniu kółeczek na leśnych drogach (wciągające, maltretowanie X na padzie).
Nie dane mi było niestety spróbować multi, więc nie wiem, jak jest, ale podobnież łatwe jest przeskakiwanie z trybu pojedynczego do sieciowego (tzw. All Drive). Chodzi o to, żeby nie tracić save'ów. Coś dla mnie w dni, w których wysiada internet.
Robienie driftów jest fantastyczne, kiedy już się umie to robić! Ja niestety nie umiem!
PS: wyskakując z odpowiednich miejsc, można zrobić niezły... bałagan. Na przykład rozwalić dach:) to mi się podoba.
Wymagania:
Core i5 2.5 GHz, 8 GB RAM, karta grafiki 3 GB (GeForce GTX 660 lub lepsza), 30 GB HDD, Windows Vista(SP1)/7(SP1)/8
NFS: Rivals to kolejna część z serii Need for Speed, jednej z najpopularniejszych gier wyścigowych wydawanych przez Electronic Arts. Osobiście miałam przyjemność zagrać w Underground, Carbon i Most Wanted; co prawda najlepiej grało się w MW, ale Carbon również był niczego sobie. Ostatnio zdarzyło mi się jednak przykleić do monitora na trzy godziny właśnie przy Rivals, najnowszej odsłonie, opartej na silniku Frostbite 3 (skąd my to znamy?).
W tej pozycji jest jeden fajny patent. Możemy wcielić się albo w policjanta, albo w złodzieja (jakiego tam złodzieja... myślałam oczywiście o łamiącym przepisy kierowcy rajdowym). Niby nic nowego, a włączanie koguta i ściganie ścigających się to ciekawa odmiana. Te impulsy elektryczne!
Jadąc z prędkością 240km/h (hm?), zamiast skupiać się na obsłudze pada (normalnie posługuję się klawiaturą...) i na samym wyścigu, rozglądałam się wokoło. Bo, choć gra niestety nie poszła na ultra (niewielkie spadki FPS-ów, ale irytują), to krajobraz jest przepiękny. Świat otwarty jest nieduży, to prawda, ale jaki zróżnicowany! Z jednej strony mapy mamy słoneczną Arizonę, w przednią szybę świeci nasza najjaśniejsza gwiazda, oślepiając i powodując wwalanie się (dosłownie) we wszystko, natomiast po przejeździe tunelem wyłania się przed maską piękny, idylliczny obrazek gór zasypanych śniegiem. Zauważenia wymaga fakt, że grafika jest dopracowana naprawdę nieźle, choćby podczas deszczu, gdy krople rozpryskują się na monitorze, i jesiennego przejazdu przez zalesioną ścieżkę, kiedy to złote liście poetycko unoszą się w powietrzu.
Najmniej czasu, co dziwne, biorąc pod uwagę, że jestem przedstawicielką płci pięknej, spędziłam na upiększaniu mojego BMW. Najwięcej za to na dodawaniu gazu i nitro (moja ulubiona funkcja, jak na razie). No i na samym ściganiu, włącznie ze skakaniem z mostów i robieniu kółeczek na leśnych drogach (wciągające, maltretowanie X na padzie).
Nie dane mi było niestety spróbować multi, więc nie wiem, jak jest, ale podobnież łatwe jest przeskakiwanie z trybu pojedynczego do sieciowego (tzw. All Drive). Chodzi o to, żeby nie tracić save'ów. Coś dla mnie w dni, w których wysiada internet.
Robienie driftów jest fantastyczne, kiedy już się umie to robić! Ja niestety nie umiem!
PS: wyskakując z odpowiednich miejsc, można zrobić niezły... bałagan. Na przykład rozwalić dach:) to mi się podoba.
Wymagania:
Core i5 2.5 GHz, 8 GB RAM, karta grafiki 3 GB (GeForce GTX 660 lub lepsza), 30 GB HDD, Windows Vista(SP1)/7(SP1)/8
Jak wynika z moich wcześniejszych postów, bardzo lubię gry o apokalipsie zombie. Dlatego też nie mogę się powstrzymać od wypowiedzenia kilku słów na temat nowej pozycji polskiej firmy z Wrocławia - Dead Island Riptide. Jest to kontynuacja Dead Island, wydanej w roku 2011. Moim zdaniem fabularnie to jedna z lepszych gier tego roku. Jedyne, co może się nie podobać, to grafika, mianowicie nie została ona bardzo poprawiona i wygląda na taką sprzed 2 lat. Na całe szczęście rozgrywka daje tak dużą przyjemność, że można przymrużyć na to oko. Co do fabuły, nie chciałbym tu dużo zdradzać, aby nie popsuć wam zabawy. Mogę powiedzieć, że znów będziemy mogli wcielić się w rolę jednego z bohaterów znanych nam już z pierwszej części, lecz nie tylko. Do gry wprowadzony zostaje John Morgan - były żołnierz australijskich sił morskich, jego specjalnością jest walka wręcz. Jest to ukłon w stronę graczy, ponieważ pierwsza część nie dawała możliwości takiej specjalizacji i fani musieli sami tworzyć modyfikacje umożliwiające taki rozwój postaci. Gorąco zachęcam do zagrania w Dead Island Riptide, jest to gra dla każdego fana gier RPG, a szczególnie gier o zombie.
Faster Than Light to niewielka produkcja dwuosobowego studia Subset Games. Jest to żywy dowód na to, że gra stworzona za bardzo niskie pieniądze ma prawo odnieść sukces. Grafika sama w sobie nie jest bardzo zaawansowana, można by powiedzieć, że wręcz ascetyczna. Niemniej jednak stwarza ona niepowtarzalny klimat, którego w grach nie widziałem już od dawna. FTL: Faster Than Light jest grą RPG, w której wcielamy się w rolę kapitana statku kosmicznego. Na początku gry mamy pod dowództwem trójkę żołnierzy potrafiących naprawiać nasz statek oraz sterować nim. Naszym zadaniem jest przemierzyć galaktykę i dostać się do głównego dowództwa wraz z wykradniętymi danymi od naszego wroga - galaktycznych rebeliantów. Gra jest bardzo przyjemna nie tylko ze względu na oprawę graficzną, lecz również z powodu swej ścieżki dźwiękowej. Nie jest to muzyka współczesna, ba, nie jest to nawet zwykła muzyka, jest to muzyka złożona z pojedynczych dźwięków. Jednakże pasuje ona idealnie do oprawy graficznej, tworząc z nią idealną harmonię. Głównym minusem tej gry jest monotonność rozgrywki, ponieważ z reguły gra ogranicza się do dwóch ekranów. Pomimo to polecam ją chociażby dla zabicia czasu.
P.S.
Nie podaję tym razem wymagań sprzętowych, gdyż gra chodzi praktycznie na każdym komputerze.
P.S.
Nie podaję tym razem wymagań sprzętowych, gdyż gra chodzi praktycznie na każdym komputerze.
Tomb Raider to nowa gra studia Square Enix przedstawiająca nam losy pięknej pani archeolog Lary Croft. Jest to kolejna część z serii gier o Larze, lecz tym razem producenci przedstawili nam zupełnie nową grę. Poprzednie tytuły były typowymi grami przygodowymi, a co za tym idzie były dość nudne. Tym razem dostajemy dojrzałą grę, z brutalnym systemem walki, elementami survivalu i zagadkami logicznymi.
Historia przedstawiona w tej części jest prequelem do pozostałych gier tej serii. Młoda Lara Croft wraz z ekipą szukającą skarbów, płynąca statkiem Endurance, rozbija się u wybrzeża wyspy leżącej niedaleko Japonii. Aby przetrwać Lara musi polować, w poprzednich częściach historia naszej bohaterki była kolorowa i banalna, natomiast w tej części Lara pokazana jest jako rozbitek zmagający się z przeciwnikami. Gra jest pełna realizmu, zupełnie odbiega od swoich poprzedniczek. Kolejnym elementem odróżniającym jest zerwanie z liniowością, świat w grze jest otwarty, można go eksplorować, a podczas misji można wybierać którą drogą chcemy pójść. Jest to bardzo dobre rozwiązanie, ponieważ mamy do wyboru np. przebijanie się przez tłum wrogów lub ciche wyeliminowanie kilku.
Niestety gra posiada też swoje mankamenty, mianowicie jest nieprzyjazna dla posiadaczy kart Nvidii. Gracze posiadający owy sprzęt mogą spotkać się z wyłączaniem się gry co około 5 min. Spowodowane jest to wymagającą dla sterowników grafiką włosów. Jest to świeży system grafiki, który sprawia że włosy wydają się zachowywać jak żywe. Pomimo problemów z grą, bardzo polecam ten tytuł. Jest to obowiązkowa pozycja, którą powinien posiadać każdy gracz.
Wymagania sprzętowe rekomendowane:
- System operacyjny Windows Vista, 7 lub 8;
- Procesor AMD Phenom II X2 565 lub Intel Core i5-750;
- 4 GB pamięci RAM;
- karta graficzna NVIDIA GeForce GTX 480 lub AMD Radeon HD 4870 (1 GB, DirectX 11)
Historia przedstawiona w tej części jest prequelem do pozostałych gier tej serii. Młoda Lara Croft wraz z ekipą szukającą skarbów, płynąca statkiem Endurance, rozbija się u wybrzeża wyspy leżącej niedaleko Japonii. Aby przetrwać Lara musi polować, w poprzednich częściach historia naszej bohaterki była kolorowa i banalna, natomiast w tej części Lara pokazana jest jako rozbitek zmagający się z przeciwnikami. Gra jest pełna realizmu, zupełnie odbiega od swoich poprzedniczek. Kolejnym elementem odróżniającym jest zerwanie z liniowością, świat w grze jest otwarty, można go eksplorować, a podczas misji można wybierać którą drogą chcemy pójść. Jest to bardzo dobre rozwiązanie, ponieważ mamy do wyboru np. przebijanie się przez tłum wrogów lub ciche wyeliminowanie kilku.
Niestety gra posiada też swoje mankamenty, mianowicie jest nieprzyjazna dla posiadaczy kart Nvidii. Gracze posiadający owy sprzęt mogą spotkać się z wyłączaniem się gry co około 5 min. Spowodowane jest to wymagającą dla sterowników grafiką włosów. Jest to świeży system grafiki, który sprawia że włosy wydają się zachowywać jak żywe. Pomimo problemów z grą, bardzo polecam ten tytuł. Jest to obowiązkowa pozycja, którą powinien posiadać każdy gracz.
Wymagania sprzętowe rekomendowane:
- System operacyjny Windows Vista, 7 lub 8;
- Procesor AMD Phenom II X2 565 lub Intel Core i5-750;
- 4 GB pamięci RAM;
- karta graficzna NVIDIA GeForce GTX 480 lub AMD Radeon HD 4870 (1 GB, DirectX 11)
Sleeping Dogs to gra typu tpp, przypominająca nieco znany wszystkim tytuł GTA IV. Wcielamy się tu w rolę Weia Shen'a, policjanta z Hong Kongu działającego pod przykrywką. Naszym zadaniem jest infiltracja i likwidacja mafii rządzących w mieście. Wraz z rozwojem gry, stajemy się coraz ważniejszym członkiem mafii, a na końcu nawet jej przywódcą. Dużym plusem tej produkcji jest dobrze rozwinięty system walki wręcz. Wei Shen po rozwinięciu wszystkich umiejętności staje się właściwie mistrzem kung-fu. Kolejnym plusem gry jest występowanie wielu ciekawych dodatków fabularnych. Godny polecenia jest np. dodatek pt. Zodiac Tournament. Jego fabuła jest uderzająco podobna do fabuły filmu "Wejście Smoka" z Bruce'em Lee. Wei trafia na wyspę, gdzie znajduje się klasztor kung-fu, w którym rozpoczyna się turniej. Naszym zadaniem jest oczywiście wygranie turnieju i pokonanie mistrza wyspy. Ponadto dodatki odblokowują szeroką gamę ubrań i kostiumów dla Wei'a.
Gra jest klasycznym sandoxem, czyli posiada ogromny świat, a gracz może tu robić co mu się podoba. Dlatego mogę polecić ją każdemu kto ma troszkę więcej czasu na zabawę.
Wymagania sprzętowe rekomendowane:
- Procesor: czterordzeniowy Intel lub AMD
- 4 GB RAM
- Karta graficzna: NVIDIA GeForce GTX 560 lub ATI Radeon 6950
- 15 GB miejsca na dysku
- Karta dźwiękowa: kompatybilna z DirectX
- DirectX 11
Gra jest klasycznym sandoxem, czyli posiada ogromny świat, a gracz może tu robić co mu się podoba. Dlatego mogę polecić ją każdemu kto ma troszkę więcej czasu na zabawę.
Wymagania sprzętowe rekomendowane:
- Procesor: czterordzeniowy Intel lub AMD
- 4 GB RAM
- Karta graficzna: NVIDIA GeForce GTX 560 lub ATI Radeon 6950
- 15 GB miejsca na dysku
- Karta dźwiękowa: kompatybilna z DirectX
- DirectX 11
Far Cry 3 to już trzecia odsłona znanej nam gry. Tym razem wcielamy się w Jasona Brodiego, turystę, porwanego przez piratów (akcja toczy się w XXI w.), a naszym zadaniem jest odbicie z rąk porywaczy reszty naszych przyjaciół. Podczas pobytu na wyspie poznajemy sprzymierzeńców - wojownicze plemię Rakyat. Jason aby wykonać swą misję wstępuje do plemienia, a dzięki temu zdobywa wiele przydatnych umiejętności. Oprócz poznawania fabuły mamy przyjemność eksplorowania wyspy; możemy na niej znaleźć wiele cennych przedmiotów, które później da się spieniężyć i kupić za nie np. broń. A propos broni, oprócz jej kupna możemy otrzymać ją za darmo, włączając wieże radiowe rozmieszczone na całej wyspie. Na wyspie znajdujemy również rośliny i zwierzęta, z których po zebraniu lub upolowaniu możemy zrobić przydatne przedmioty takie jak mikstury lecznicze, czy kabury na broń. Element polowań jest tu dość ważny, ponieważ bez upolowania zwierzyny nie będziemy w stanie powiększać naszego ekwipunku, a co za tym idzie rozwijać naszej postaci. Gra jest stosunkowa nowa, ponieważ pojawiła się na rynku pod koniec zeszłego roku. Rozgrywka jest bardzo przyjemna, a jej atutem jest grafika. Świat, w którym rozgrywa się akcja wydaje się być żywy, nawet trawa kołysze się na wietrze. Niestety takie cudo wymaga bardzo dobrego sprzętu i dlatego wielu graczy nie może sobie pozwolić na zakup Far Cry 3, ponieważ musieliby zakupić, poza nim, wiele drogich części komputerowych. Jednakże wszystkim tym, którzy mają dobry sprzęt, a jeszcze nie grali w Far Cry 3, polecam to arcydzieło.
Wymagania sprzętowe rekomendowane:
- Procesor: Intel Core i3-530 lub AMD Phenom II X2 565
- RAM: 6 GB
- Karta graficzna: kompatybilna z DirectX 11 i Shader Model 4.0 oraz z 1 GB pamięci
Wymagania sprzętowe rekomendowane:
- Procesor: Intel Core i3-530 lub AMD Phenom II X2 565
- RAM: 6 GB
- Karta graficzna: kompatybilna z DirectX 11 i Shader Model 4.0 oraz z 1 GB pamięci
The Walking Dead to gra typu point'n'click stworzona na podstawie komiksu o tym samym tytule. Produkcja ta wyróżnia się na tle innych przedstawicieli tego gatunku, mianowicie posiada dobrze rozwiniętą fabułę oraz wiele QTE (quick time events - interaktywne przerywniki filmowe) które zwiększają dynamikę. W grze wcielamy się w czarnoskórego Lee Everetta. Nasz bohater musi podejmować wiele trudnych decyzji związanych z przeżyciem, ponieważ akcja toczy się w trakcie apokalipsy zombie. Gra złożona jest z pięciu epizodów, decyzje jakie podejmuje się w danym epizodzie mają ogromny wpływ na dalszy rozwój fabuły w kolejnych epizodach. Element ten sprawia, że zanim podejmie się ostateczną decyzję, należy kilka razy ją przemyśleć. Gra bardzo absorbuje i sprawia, że gracz wczuwa się w rolę Lee.
Nie będę zdradzać fabuły, ponieważ jest ona kluczowa. Dlatego też serdecznie zapraszam do zapoznania się z tym tytułem.
Nie będę zdradzać fabuły, ponieważ jest ona kluczowa. Dlatego też serdecznie zapraszam do zapoznania się z tym tytułem.
Kilka dni temu zakupiłem grę L.A. Noire studia Rockstar Games. Tytuł ten ma juz 2 lata, lecz wydawał się być całkiem ciekawy. Do zakupu przekonała mnie jego cena, mianowicie 60 zł, jest to dość dobra oferta jak na taką grę. Po przyjściu ze sklepu od razu zabrałem się do instalacji, ku mojemu zaskoczeniu napotkałem duży problem. Gra instalowała się normalnie, lecz później nie dało się jej otworzyć. Na rozwiązanie problemu poświęciłem około 3 godzin, ponieważ każda porada znaleziona w internecie okazywała się nieskuteczna. Dopiero po 3 godzinach wpadłem na dość dziwny, lecz jak później się okazało, dobry pomysł. Postanowiłem zainstalować grę na dysku systemowym i w ścieżce instalacji usunąłem wszystkie spacje. Taka drobnostka rozwiązała problem i już po reinstalacji mogłem cieszyć się grą. L.A. Noire warte było poświęcenia tych 3 godzin pracy. W grze wcielamy się w Cole'a Phelpsa, policjanta z Los Angeles. Wraz z rozwojem akcji nasz bohater awansuje ze zwykłego patrolowego na detektywa, rozwiązując coraz to trudniejsze kryminalne zagadki powojennego Los Angeles. Akcja gry toczy się w latach 40 i 50 poprzedniego wieku. Tytuł ten jest wyjątkowy ze względu na genialne odwzorowanie ludzkiej twarzy. Właściwie to głównie na tym opiera się cała gra, naszym zadaniem często jest przesłuchanie świadków tudzież podejrzanych. Dzięki tak dobremu odwzorowaniu twarzy ludzkiej i odruchów charakterystycznych dla kłamania, jesteśmy w stanie ocenić prawdziwość zeznań. Polecam tę grę wszystkim, którzy lubią klimaty lat 50 i pasjonują się w rozwiązywaniu trudnych zagadek kryminalnych.
Wczoraj w moje ręce wpadło WarZ. Bardzo długo czekałem na ten tytuł, dlatego też od razu pobrałem i zainstalowałem tą grę. Miałem co do niej mieszane uczucia, ponieważ myślałem, że będzie ona niedopracowanym klonem DayZ (moda do Army II, samodzielna wersja w przygotowaniu). Na szczęście gra okazała się być moim zdaniem całkiem niezła, jedynie co mnie denerwuje to czekanie aż godzinę aby ponownie wejść do gry tym samym bohaterem, który zginął w naszej poprzedniej rozgrywce. Przez ten element gry, człowiek bardziej się skupia i stara się nie zginąć. Z jednej strony motywujące, z drugiej denerwujące. Jednakże polecam tą grę każdemu kto lubi klimaty zombie i elementy survivalu.